
O związkach po czterdziestce
Bardzo boję się słowa „miłość”. Dla mnie ono zawsze oznacza „musisz”: utrzymywać, odpowiadać oczekiwaniom, przerabiać siebie — jednym słowem, w jakiś sposób gwałcić samego siebie. Dlatego tę właśnie miłość nazywam nieprzyjemnie neutralnym słowem — „związek” (to w gruncie rzeczy to samo, tylko przerażające).
Wydaje mi się (mogę się miliard razy mylić), że związki w wieku 40 lat są dużo prostsze i bardziej szczere niż te, które zaczynają się w wieku 20 lat. Tutaj istnieje tylko kilka bardzo prostych i jasnych zasad, których NIGDY nie wolno łamać:
- Prawo do przeszłości. Człowiek, którego kochasz, już przeżył całkiem dużo, często intensywnie. Popełnił mnóstwo błędów i odniósł wiele zwycięstw. Przyjąć go takim, jakim jest, i nie próbować przerabiać jego przeszłości — tak rodzi się czułość.
- Prawo do prywatności. Nigdy nie pytać i przede wszystkim nigdy nie dociekać, co było wcześniej w życiu człowieka. Internet jest pełen bzdur o każdym z nas. To, co dla niego ważne, powie sam. Reszta w waszym związku jest nieistotna — tak powstaje zaufanie.
- Prawo do teraźniejszości. Człowiek, który teraz jest obok ciebie, już w czymś się spełnił. Teraz robi coś, by spełniać się ponownie. Ma swoją pracę, swoje pasje, swoje myśli. Nie wtrącać się, lecz wspierać — tak powstaje szacunek.
- Prawo do przyszłości. W związkach po czterdziestce nie patrzy się na siebie nawzajem, lecz w tym samym kierunku. Wydaje mi się niezwykle ważne, by nie żyć według zasady: „zwiążę się z nim, bo zmęczyła mnie samotność i boję się, że umrę sama w mieszkaniu, a moją twarz obgryzie Żużia”, lecz tylko wtedy, gdy jest coś naprawdę wspólnego przed wami. Co ciekawe, w wieku 20 lat to niemal bez znaczenia, bo ludzie pobierają się z innych powodów, są bardzo kompromisowi, a wspólne cele ODNAJDUJĄ się w trakcie wspólnej drogi (albo nie), lub rodzinę spaja dziecko (nie zawsze, ale to potężne spoiwo). W wieku 40 lat ludzie są o wiele mniej skłonni do kompromisów, rodzenie dzieci nie zawsze jest już aktualne (trzeba by wykarmić swoje). A więc, powtórzę: razem trzeba być nie dlatego, że jesteś sama i nikogo nie ma obok, lecz tylko z powodu wspólnoty (inaczej i tak się rozstaniecie, a z każdym rokiem to bardziej boli). Tak właśnie powstaje rodzina.
Dla mnie jest oczywiste: związki w wieku 20 czy 30 lat zmieniają człowieka niemal całkowicie. Związki po czterdziestce człowieka już prawie NIE zmieniają. Jesteśmy już ukształtowani i w gruncie rzeczy trudno nas „przewychować”. Ale…
Związki po czterdziestce czynią każdego w nich wielokrotnie silniejszym. Bo gdy jesteście razem i macie wspólny cel (i nie, nie chodzi mi o kupno samochodu czy mieszkania, ale o coś naprawdę ważnego), wtedy wzajemne wsparcie, wspólne rozumienie świata, zasady, kompetencje, zasoby — pomnożone przez miłość (ups, wygadałam się :)) — wzmacniają każdego nie podwójnie (choć w związku są dwie osoby), ale tysiąckrotnie.
I właśnie dlatego te związki są dla nas tak ważne i potrzebne.
P.S. Ten post nie dotyczy tych szczęśliwców, którzy pobrali się w wieku 20 lat i nadal są szczęśliwi w swoich rodzinach. Tam do czterdziestki więzi są już zupełnie inne. I tak, bardzo wam zazdroszczę.
Alona WLADIMIRSKAJA